Dnia 20. marca mija 90 rocznica plebiscytu na Śląsku. Z tej okazji prezentujemy zapisy dotyczące tamtych wydarzeń w kadłubskiej kronice szkolnej.

Pełna treść kroniki w publikacji: Parafia i szkoła w Kadłubie : kronika katolickiej szkoły w Kadłubie, autor ks. Franciszek Wolnik

Plebiscyt na wikipedii ...

Na zdjęciu po lewej: Kadłub około roku 1920, strażacy w mundurach przed pomnikiem poległych w 1. Wojnie Światowej (pomnik zniszczono po wojnie).

Kronika szkoły w Kadłubie - uratowana przez Josepha Miensok przypadkiem w 1945 roku ze sterty niemieckich książek palonych przed szkołą przez nowo przybyłą administrację. Przechowywana przez lata przez rodzinę Miensok. Przepisana i przetłumaczona przez Pana Henryka Grinera.

Wpis w kronice w latach 1920 / 1921 dokonywał nauczyciel Meyer

Rok szkolny 1920/21

Zgodnie z zarządzeniem z początkiem roku szkolnego wprowadzono do planu naukę języka polskiego i religii w tym  języku.

Zajęcia prowadził nauczyciel Karhan. Pomimo, iż z ambony  wszystkimi środkami, a nawet przymusem, zachęcano do brania udziału w tych lekcjach, tylko 19% dzieci uczestniczyło w lekcjach religii, a 8% w nauce języka polskiego. Z 48 dzieci pierwszokomunijnych tylko 3 brało udział w przygotowaniu do tego sakramentu prowadzonym w języku polskim. Liczba uczniów w szkole ciągle maleje. Teraz, kiedy przezwyciężono już trudności żywnościowe w miastach i Okręgu Przemysłowym, wracają do siebie wszyscy ci, którzy w czasie wojny przybyli do nas. Do szkoły przyjęto 27 dzieci, a 11 zwolniono przedwcześnie. Należy jednak
stwierdzić, że wyniki nauczania obecnie zwalnianych ze szkoły są znacznie gorsze niż u dzieci kończących szkołę przed wojną. Stało się tak dlatego, że w czasie wojny dzieci wykonywały najróżniejsze prace, między innymi przeprowadzały różne zbiorki, skracano im zajęcia szkolne, tak, że nie zdążono osiągnąć pożądanych wyników. Te niedociągnięcia ujawniły się w czasie ostatniego poboru do wojska i agitacji za Polską. W kuszący sposób zarzucono przynętę przynoszącą zgubę naszej Ojczyźnie. Zupełnie swobodnie i zgodnie z prawem. Brak szacunku do cesarza i administracji państwowej. Do tego doszła walka plebiscytowa, okrutna walka między niemiecko- i polskojęzycznymi Górnoślązakami. Wskutek tego ucierpiała również szkoła. Dotychczas szkoła była traktowana, przynajmniej przez lud wiejski, jako świętość, jako córka Kościoła, a nauczycieli traktowano jako przywódców naszej społeczności, prowadzących ją ku dającym szczęście ziemskim i duchowym celom. Szkoła znajdowała w tej pracy skuteczne wsparcie w duchowieństwie. Niedawno zmarły proboszcz ks. Paweł Conrad nie przeoczył żadnej okazji by wyróżnić szkołę i jej nauczycieli. Obcy nam, przekupieni podżegacze uznali naszą szkołę za placówkę tresury germańskiej, w której nauczyciele są hakatystami pragnącymi wytępić język polski. Na polskim zebraniu główny nauczyciel poprosił mówcę, aby przedstawił chociaż jeden dowód na te zarzuty - milczenie było odpowiedzią. Również taki sam skutek przyniosło to pytanie zadane wszystkim zebranym.

Sięgnięto więc po inne metody. Niektórych ludzi kupiono dla Polski, przekonano miejscowego duchownego. "Polski powiatowy inspektor szkolny" Kulig namawiał po domach, by składać oskarżenia przeciwko głównemu nauczycielowi. Kulig obiecywał, że na nowym, polskim Górnym Śląsku wszyscy nauczyciele, którzy nie znają języka polskiego powinni być przeniesieni do dużych miast. Miejscowy duchowny, który 8 dni wcześniej w pierwszej klasie wypowiedział swe pełne uznanie dla osiągnięć szkoły w wychowaniu religijnym i w nauczaniu, wypowiedział swoje zdanie na temat niemieckiej szkoły w gospodzie. Wziął on udział w pochodzie polskich sokolistów, ubrany w ornat. Na próżno zwracało się do niego 21 nauczycieli naszej parafii, by zwrócić uwagę na fakt, że przy tej jego postawie wykluczona jest współpraca ze szkolą. Mieliśmy ten "zaszczyt" zobaczyć w naszej gospodzie naszego duchownego wśród brzęczących kieliszków, który wygłaszał nowe nauki. Ale na zebrania organizowane w szkole, mające na celu zbudowanie kościoła nikt z nich nie przychodził.

W ten sposób poddawany był naciskom i wpływom prostoduszny nasz lud, a jako ostatni argument używana była "matka boska censtochowska" grożąca swą klątwą. Bał się nasz lud przyznawać do kontaktów ze szkołą. Łatwo można było być podejrzanym, że jest się Niemcem. A co to znaczy u Polaków okazało się 6 lipca. Trzystu Polaków przybyło w świątecznym pochodzie, dowiadując się, kto jest Niemcem. W szkole pobili do nieprzytomności pana Mrohsa, a kupca Meyera zabili. Mrohs kandydował z ramienia Partii Niemieckiej do nowo wybranego zarządu gminy. Partia Niemiecka obsadziła w nim 10 miejsc, a Polacy 5. Zebrania gminne, które z reguły kończyły się bójkami, dają obraz obecnej sytuacji politycznej. Związek miłości i zaufania pomiędzy niemiecko- i polskojęzycznymi obywatelami, pomiędzy gminą i szkolą, który utrzymywany był uczciwie od pradawnych czasów, niszczono. Szkoła stała się placem boju i dzikiej walki narodowościowej, zamiast pielęgnować miłość do Boga, do Ojczyzny, do własnego kraju, do niemieckich zwyczajów i niemieckiej kultury, dzięki której kraj mógł się rozwijać. Ta szkoła nigdy nie była miejscem, gdzie uczono nienawiści.

Nie chcę tu opisywać, jakie zniesławiające nas pozwy kierowane były do inspektora powiatowego i innych urzędów. Nie udały się jednak manipulacje przeciwko nauczycielom. Również bezskutecznie poszukiwania broni w szkole nie dały podstaw do zastosowania restrykcji wobec nauczycieli. Najważniejszą jednak rzeczą były próby zdyskredytowania w oczach  mieszkańców miejscowości naszych przywódców.

Na jeden dzień przed glosowaniem plebiscytowym zastosowano ostatni środek. Celem "oświecenia" zarządzona została powszechna spowiedź. Poprzez niegodne wykorzystanie władzy duchownej obowiązkiem religijnym stało się głosowanie za Polską. Głosowanie odbyło się 20 marca 1921 roku. 547 osób głosowało w naszej miejscowości (330 osób za Polską, 273 za Niemcami - tu wyniki głosowania w całym powiecie ). W porównaniu z sąsiednimi miejscowościami jest to wynik stosunkowo dobry. W powiecie Strzelce Wielkie uzyskaliśmy wynik 49% za Niemcami, a na całym Górnym Śląsku 60%. Chwała niech będzie naszej Ojczyźnie, która po przeżyciu trwogi i ciężkich dni wraca w ramiona matki Germanii.

Rok szkolny 1921/22

Bezpośrednio po plebiscycie nie wszyscy chcieli podać sobie pojednawczo rękę by zapoczątkować pokój. Od 2 maja Kadłub odcięty był od świata. Wszystkie sąsiednie wioski zajęte były przez powstańców, również i miasto Strzelce Wielkie. Był jeszcze czas by uciec - wiedzieliśmy, że jako osoby przewodzące innym jesteśmy na listach osób do zlikwidowania – często nam o tym mówiono. Ale przecież w czasie wojny było podobnie. W Kadlubie zorganizowano dzielną straż obywatelską, która czuwała każdej nocy. Jeszcze w piątym dniu powstania, nowy zarząd szkoły i gminy, który na polecenie proboszcza zaprezentował się  głównemu nauczycielowi, został wyproszony za drzwi.
Dopiero w momencie gdy uznaliśmy naszą walkę za bezsensowną złożyliśmy broń w ukrycie. Już następnego dnia przybył do mnie w czasie zajęć uczeń Kowalski, wychowanek polskiego przywódcy z wiadomością, że przybyli Polacy by mnie aresztować. Pożegnałem się z moją rodziną i poszedłem do lasu w ukrycie. Po drodze spotkałem uzbrojonych powstańców w rogatywkach, pytających  o moje mieszkanie. W lesie ukrywało się nas wielu wiernych ojczyźnie mężczyzn. Jak horda wdarli się powstańcy do szkoły. Nauczyciel Karhan był w tym dniu u swoich teściów.  Nauczyciel Hübner został wyciągnięty ze swego ukrycia - grożono mu rozstrzelaniem. Podobnie postąpiono z moją żoną i ll-letnim synem Hellmuthem. Postawiono ich wszystkich pod ścianą, mieli zdradzić miejsce mojego ukrycia i magazyn broni. Wieczorem zebraliśmy się w nadleśnictwie i postanowiliśmy próbować uciekać następnego dnia. Wkrótce po wyjściu zaskoczył nas ogień z karabinów maszynowych. W ogniu tym przebiegliśmy do oddalonego o dwa kilometry lasu. Na szczęście powstańcy byli złymi strzelcami.
Również w lesie byliśmy często ostrzeliwani. Pojedynczo i grupkami przedarliśmy się do Ozimka. W moim mieszkaniu powybijano  okna, zerwano podłogi, zbito obrazy. Książki i pisma podarto, wszystko zabrudzono ludzkim kałem. Tylko większe meble pozostały, ich odtransportowanie zaplanowano na później, przeszkodził temu Selbstschutz. Nauczyciele prowadzili teraz życie uciekinierów, tułaczy. Pomimo obietnic pozostawiono ich własnemu losowi. Nie lepiej działo się niemieckim gospodarzom.
W dniu 21 sierpnia nauczyciele powrócili do szkoły i rozpoczęły się zajęcia. Szkoła była spustoszona, rząd nie ma pieniędzy. Rodziny zmuszone były nocować u sąsiadów. Panowała czerwonka. Wszystkie moje dzieci zaraziły się a nasz ukochany, chorujący od powstania Hellmuth doznał ataku serca, a 14 dni później strzelano zamiast do mnie do mojego najstarszego syna. Kto może żądać ode mnie bym żył wśród takich ludzi, przez których tyle lat bylem uwielbiany. Nie mogę już patrzeć na to, jak Polakom uchodzi każdy nikczemny czyn bezkarnie, a Niemcy pozostają całkowicie bezbronni. Nawet dzisiaj, po przydzieleniu Kadłuba do Niemiec, czują się Polacy i ich proboszcz jakby kontrolowali sytuację. Na moje życzenie zostałem przeniesiony z dniem 8 lipca 1921 roku do Gliwic. Stanowisko głównego nauczyciela pozostało nieobsadzone do 1 lipca 1922 roku. Nauczyciel - uciekinier Thomas Pannek, urodzony w Rozmierzy, który ukończył seminarium nauczycielskie w Pyskowicach w latach 1905-1908, przybył w zastępstwie i przejął klasę wyższą. Dnia 1 lipca 1922 roku stanowisko głównego nauczyciela objął nauczyciel Hermann Teich z miejscowości Łęg, powiat Racibórz.



Hakatysta - popularna nazwa członka powstałego w 1894 roku w Poznaniu Związku dla Popierania Niemczyzny na Kresach Wschodnich. Później nazwanego Niemieckim Związkiem Kresów Wschodnich (Deutscher Ostmarkenverein). W 1898 roku siedziba organizacji przeniesiona została do Berlina. Po1acy związek ten nazwa1i Hakatą, od pierwszych liter nazwisk trzech założycieli: Hansemanna, Kennemanna i Tiedemanna.

Polskie Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół" istniało w Prusach od 1885 roku. Wiosną 1919 roku organizacje "Sokoła" z poszczególnych zaborów a także poza nimi (Śląsk nie był nigdy pod zaborem) połączyły się tworząc jednolite stowarzyszenie z siedzibą władz w Warszawie. W okręgu strzeleckim Towarzystwo "Sokół" posiadało ponad 30 gniazd. Założone w Grodzisku w dniu 25 lipca 1920 roku gniazdo "Sokoła" liczyło 35 członków, w Osieku założone w dniu 17 kwietnia 1920 roku liczyło 38 członków, w Rozmierzy założone w dniu 30 maja 1920 roku liczyło 80 członków.

(oba przypisy z ww książki ks. Franciszka Wolnika)