Skąd się wziął Piec? - Piec

PIEC

Jak mógł wyglądać taki kadłubski zakład produkcji żelaza? Na pewno stał jeden wielki piec. Określenie "wielki" używano trochę na wyrost, ponieważ pierwsze konstrukcje miały nie więcej niż 4 m wysokości. Budowa takiego pieca trwała około roku. Potrzebne było na to sto przyczep kamieni polnych i 120 tysięcy cegieł. Piec taki miał wysokość około siedmiu metrów (chociaż podobno najwyższy miał ponad dwanaście metrów) a u podstawy wymiary 2 na 2 metry. Obok takiego pieca budowano kuźnię: młot do przekuwania żeliwa (taka młotownia znajdowała się w późniejszym młynie Adamietz), urządzenie do wyciągania drutu, walcarki do blachy, nożyce. Wszystko napędzane było kołem wodnym.

Poniżej jak taka młotownia mogła wyglądać

mlotownia

 

JAK TAKI PIEC PRACOWAŁ?

Kopacze pozyskiwali potrzebną rudę żelaza metodą odkrywkową. Rudy były gromadzone, sortowane i ważone w jednym miejscu. W jednym dniu wytopu potrzebnych było ok. 3,3 tony rudy żelaza. Dobre rudy dawały po wytopie surówkę w ilości ok. 40% swojej wagi. Potrzebny węgiel drzewny zapewniały kadłubskie gęste lasy. Piec spalał dziennie ok. 2 ton węgla drzewnego. Huty hrabiego Colona jak na ówczesne czasy były zaawansowane technicznie i dostarczały dobrej jakości surówkę żelaza, którą transportowano furami do Zdzieszowic, skąd spływały Odrą do Wrocławia, Szczecina, Berlina a nawet Królewca.

 

 

Do oczyszczenia wytopu dodawało się do wsadu piecowego kamienie wapienne, które były dostarczane przez chłopów z Grodiska. Piasek do podłoża spustowego dostarczano z pobliskich wyrobisk piasku. Żeby załadować jeden piec potrzebne były 53 wanny węgla drzewnego, 95 wanien rudy i 30 wanien kamienia wapiennego. W miarę jak wkład się podczas wytopu obniżał dosypywano wszystkie składniki. Wsypem nazywano górną część pieca z zsuwniami, którymi podawano materiał do środka pieca. Piec mógł bez przerwy pracować nawet 12-14 miesięcy. Wymaganą temperaturę osiągano poprzez olbrzymie miechy napędzane wodą z kanału. Odlewanie surówki następowało do podłoża wysypanego piaskiem. W ten sposób powstawały bryły zwane stalą fryszerską. Ta stal musiała być następnie zagęszczona za pomocą młotów z szerokim obuchem. Młoty z wąskim obuchem służyły natomiast do wydłużania kuźniczego stali. Taka młotownia znajdowała się w Kadłubie, gdzie od roku 1820 pracował młyn rodziny Adamietz. Młoty pracowały pojedynczo albo były ustawione w grupach. Koło wodne napędzało poprzez wał napędowy do trzech młotów jednocześnie. Młotownia była napędzana przez osiem kół wodnych, które były zainstalowane w założonym przy młotowni kanale.